wtorek, 28 kwietnia 2015

2. Cudowne Imperium




  Ulice stolicy Rakuzan niemal na swój sposób, bębniły życiem. Ludzie, czym prędzej śpieszyli się do swoich spraw, starając nie narazić się jego wysokości. 
  Słońce powoli chowało się za horyzontem, posyłając ku końcowi kolejny dzień.
- Publiczna egzekucja?- Rudowłosy żołnierz, z lekko zaostrzonymi kłami westchną cicho.- Rany boskie, dlaczego akurat nasz oddział zajmuje się tą paskudną robotą.
- Ciesz się, że król cię nie słyszy. Skończyłbyś razem z nimi.
Oddział pierwszy. Składał się z najlepszych żołnierzy, w pełni świadomych i oddanych władcy, co za tym idzie; mających dostęp do najbardziej poufnych informacji.
  Wysoka ranga, wiązała się również z hojnym wynagrodzeniem, dlatego wszyscy jej uczestnicy, byli ludźmi pławiącymi się w niemal luksusowym życiu, w stosunku do zwykłej nadwornej straży.
- Reo, powtórz mi jeszcze raz. Wiesz, tak dla pewności…
- Hayama, mógłbyś choć raz się nie narażać, i wysłuchać z dokładnością, co twój przełożony ma do powiedzenia? Rany, jesteś niemożliwy.- Wyższy, ciemnowłosy towarzysz podrapał się nerwowo po karku, byle by tylko znaleźć jakieś odpowiednie słowa na skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie kolegi.
- Starałem się, po prostu; zostałem sforsowany przez natłok informacji.- Chłopak znowu uśmiechnął się radośnie, lustrząc otaczających go ludzi.
  Szli właśnie przez zaludniony, aczkolwiek cichy rynek. Otoczenia nie wypełniał już żywy śmiech i głos kupców, z radością wyczekujących na sprzedaż bądź wymianę towaru. Dzieci, które niegdyś spędzały czas na zabawie we wioskach, również ucichły, a ludzie; uśmiechnięci i życzliwi wobec siebie, nakładali maskę spłowiałej obojętności.
Wszystko się zmieniło. 
  Teraz większość transakcji kontrolowała była przez najwyższe władze, ceny uległy podwyższeniu, oddziały często kontrolowały ruch publiczny, a co gorsza od pewnego czasu zaczęto przeprowadzać również publiczne egzekucję.
Poddani mieli dość, lecz ci, co próbowali postawić się panującej tyranii, niemal natychmiast tracili życie i narażali swoje rodziny na niebezpieczeństwo, dlatego też opór zawsze kończył się w ten sam bestialski sposób.  
  Podczas zbiorowych manifestacji, zgubie ulegały całe wioski, palone przez królewskich wysłanników.
- Według instruktarzu, mamy skierować się do jednej z karczm…
- Czyli przerwa w pracy też jest w planach?
- Daj mi powiedzieć do końca! Na pewno nie będzie ci tak wesoło, jak dowiesz się gdzie mamy dokładnie iść.

***

  Ciemna dzielnica. Jedno z tych miejsc, które skłonny był ominąć, nawet okrutny władca.
Dom skazańców i przestępców, poszukiwanych przez najgorszych.
 Jednakże siły Akashiego, nie sięgały w te rejony, mimo wiedzy, iż leżały w zasięgu stolicy Rakuzan. Powodów było wiele, być może miały one związek z niebezpieczeństwem ze strony bezprawnych ludzi, bądź samymi konsekwencjami.
  Była zaś jedna rzecz, na którą Seijuro patrzył z lekkim niepokojem. Wiedział, że przestępcy jakby tylko chcieli, spowodowaliby w jego małej grze niemałe zamieszanie, jednak dopóki on sam, nie przeszkodzi im w prowadzeniu swojego cichego przestępczego życia w zaułkach stolicy, nic, co jest w stanie wyrządzić potencjalną szkodę, nie powinno się wydarzyć.
- Co my tu robimy?- Niższy z żołnierzy z lekkim niepokojem rozglądał się po ciemnej ulicy.
- Przecież ci mówiłem. Idziemy do karczmy.
- Ale czemu tutaj?!
- Oh...!- Reo zerknął na niego z politowaniem, najwyraźniej skołowany brakiem, jakiego kolwiek domysłu.- Poszukujemy pewnego skazańca. Krążą plotki, że jest jednym z najlepszych łowców jakichkolwiek spotkano. Droga przestępcza nadała mu cechy bezbłędnego tropiciela i cichego zabójcy. Akashi wysłał nas, abyśmy mu go przyprowadzili.
- Eee…- Rudzielec podrapał się z namysłem po głowie.- Ale, po co mu on? Przecież król nigdy, mimo wiedzy o tych zabójcach, nigdy nie wysyłał ich pod pstryczek. Gustuje raczej w nieposłusznych obywatelach.
- Też tego nie wiem. Na pewno musi mieć swoje powody, a my, jako oddział specjalny nie mamy innego wyjścia, jak wykonywać dane nam polecenia. Mam tylko nadzieje, że wyjdziemy stąd cało. Nie podobają mi się tutejsze typy.
  Szli przez chwilę w milczeniu, a gdy wyszli zza zakrętu, przed ich oczyma rozciągał się spory budynek. Z wyglądu przypominała karczmę, a spoglądając na wielki drewniany napis, tylko potwierdzili swoje przypuszczenia. Za zakurzonymi oknami widać było delikatnie palące się światła Na zewnątrz panował mrok, rozwiany jedynie przez delikatne promienie księżyca.
  Dwójka żołnierzy weszła do karczmy, przyciągając wrogie spojrzenia klientów.
- Rozpoznali nas…- Ciemnowłosy niemal wyszeptał do swojego kolegi, wciąż nieubłagalnie kierując się w stronę baru. Osób było niewiele, albo po prostu niewielu z nich pozostawało widocznymi. Pomieszczenie wypełniała przenikliwa cisza i lekki odór spalenizny, co tylko współgrało z delikatnym światłem dawanym przez świece. Najwyraźniej nikt z obecnych nie miał zamiaru w jakikolwiek sposób rozrysowywać swojej obecności.
- W czym mogę pomóc, mili panowie?- Wysoki blond barman odezwał się ironicznie, sięgając po butelkę whisky.
  Uśmiechną się lekko, a w oczach zabłysły mu delikatne iskry.- Podać coś? Nigdy nie witaliśmy w naszych skromnych progach królewskiej straży, lecz jeśli szlachetny władca postanowił nas uraczyć w ten sposób, czemuż by nie przywitać jego wysłanników w dobrej ku tej okazji sposób.- Dodał nalewając sobie szklankę trunku.
- Właściwie jesteśmy tu w pokojowych zamiarach.
- Oh…To bardzo panów przepraszam, ale zaopatrzenie ewidentnie wskazywałoby na co innego.- Spojrzał spod byka na przewieszone w pasie miecze.
- Proszę się nie martwić, to pierwszy i ostatni raz, kiedy straż ingeruje w Ciemnej dzielnicy. Oczywiście dopóki jej przedstawiciele nie będą ingerować we władze i stolicę.
- Tym już niech sobie pan nie zaprząta głowy. Trzymamy się swoich terenów, w przeciwieństwie do pewnej królewskiej padliny.- Smukła dłoń mężczyzny zacisnęła się nieco mocniej na trzymanym naczyniu.
- Jesteśmy tu z jednego powodu. Poszukujemy tropiciela, o którym dość dużo mówiono w stolicy. Z rozkazu króla skłonni jesteśmy go aresztować.- Głos Reo przybrał surowszego tonu, a młody mężczyzna za ladą przez chwilę ostygł, po czym wybuchną głośnym śmiechem.
   Posłańcy przez chwilę stali w osłupieniu, całkowicie wytrąceni z równowagi.
- Cz-czy on bywa tutaj?- Hayama odezwał się niepewnie, wiedząc, że muszą dowiedzieć się czegokolwiek o poszukiwanym, a tak nieoczekiwana reakcja mogła na przykład świadczyć o tym, że król wprowadził ich w błąd.
- Sami go o to zapytajcie.- Wskazał ruchem dłoni na siedzącego w kącie, okapturzonego mężczyznę.- Masz gości! Chcą cię porwać, więc uważaj.- Blondyn wciąż nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
  Żołnierze podeszli cicho do wskazanej w kącie postaci. Mężczyzna odziany był w czarny skórzany płaszcz, a kaptur niemal całkowicie przysłaniał jego twarz. Mimo ciemności, dało się dostrzec przewieszone w pasie ostrze miecza, które połyskiwało lekko wraz z odbijanym od świec, światłem. Sama jego postać emanowała siłą i czymś w rodzaju tajemniczości.
  Teraz już powoli docierało do niech, czemu jego osoba była ostatnimi czasy głównym tematem wśród ulicznych przechodniów, a co najważniejsze, czemu sam Akashi obdarzył go tak wielkim zainteresowaniem.
- Czego?- Surowy, lodowaty głos spod kaptura dotarł do ich uszu.
- Z rozkazu króla Rakuzan, Akashiego Sejiuro, jesteśmy tu by cię aresztować.
Łowco pójdziesz z nami.
- Króla? Tego małego gnojka z ego większym niż własne dupsko?- Czarna postać odparła sennie, wciąż jednak nie ulegając wieści o rozkazie. Barman tylko widząc zakłopotanie na ich twarzach roześmiał się jeszcze głośniej, przyciągając za sobą pytające spojrzenia klientów.
- Nie mamy czasu na niedomówienia. W tej chwili jesteś aresztowany!- Hayama wiedząc, że nie może tak po prostu wyjść z karczmy bez wypełnienia zadania, sięgnął po miecz, gotów w każdej chwili zniewolić Łowce.
- Doprawdy, nienawidzę jak takie śmiecie psują mi miły wieczór.- Okapturzony wstał, wyjmując z pochwy podłużny miecz, znacznie większy niż broń przeciwników, co nie zdołało obejść ich uwadze.
- Nie chcemy problemów.
- Tsk… Sami sobie je sprowadziliście.
- Rany, rany…- Drzwi karczmy otworzyły się zamaszyście, a do wnętrza stanowczym krokiem kierowała się niska postać.- Czemu nie traktujesz mnie poważnie łowco? Dlaczego Palasz tak wielką nienawiścią do kogoś, kto z góry wypatruje twych nikłych poczynań i trzyma w sidłach wąskiej nadziei twe nic nie warte życie? Wiesz, ludzka egzystencja skrywa wiele tajemnic, lecz największą z nich jest uczucie po jej stracie.- Czerwono żółte tęczówki zabłysły- Być może dlatego, że teoretycznie jej nie ma.
- Czego chcesz…?
- Zawrzyjmy układ łowco! Wykonasz jedno moje polecenie, w zamian ja obdaruje cię bogactwem i sprawię że twoje nic nie warte życie w najczarniejszych szumowinach tego miasta zyska sens i sprawiedliwość w samym sercu stolicy. Nie będziesz musiał się ukrywać, ani martwić o karę za dotychczas popełnione zbrodnie. Twe nieludzkie grzechy zostaną ci wybaczone. Czyż nie tego pragniesz? Spokojnego życia w dostatku i niekończącym się aż do śmierci majątku? Wszystko to za sprawą jednego powierzonego przeze mnie zadania.
  Cisza powoli robiła się niemal trująca, a nerwowa atmosfera niemal drastycznie wzrosła. Strażnicy towarzyszący młodemu władcy z niepokojem wpatrywali się w jego lekki uśmiech, a on sam mierzył się wzrokiem z rozmówcą.
- A co jeśli ci odmówię?
- Wtedy zginiesz pod zarzutem spisku przeciw koronie.- Czerwono włosy uśmiechną się jeszcze szerzej. Wiedział, że będzie nieugięty. Nie miał zamiaru rezygnować. Był absolutny, wszyscy to wiedzieli. Chciał, by ludzie snuli do niego podziw i Stach, bez względu na cenę.
Wszyscy mieli go wysławiać i klękać do stóp, a on pragną mieć w swych rękach pieczę nad ich życiem. Niczym bóg, decydować o nim. Był pewny, że tak jest.
  Mężczyzna odziany w czarny płaszcz, zrzucił z siebie przysłaniający kaptur. Był bardzo młody, o ciemnej karnacji i mocno zarysowanej męskiej twarzy, krótkie granatowe włosy w lekkim stopniu zlewały się z ciemnym strojem a jego oczy niemal nienawistnie spoglądały na króla.
- Co to za zadanie?- Odparł lodowatym tonem.
- Oh, nic trudnego. Przyprowadzisz mi tylko pewną osobę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz